admin | 5 grudnia 2018 Chochołowska integracja sakwa Val di Chocho

Integracja w Dolinie Chochołowskiej 2018 – podsumowanie

Tegoroczna jesień obfitowała w piękną pogodę. Na początku listopada warun nadal pozwalał na letnie wspinanie w Tatrach. Weekend naszej integracji w dolinie Chochołowskiej był ostatnim takim pogodnym w tym roku, co sakwowicze oczywiście wykorzystali.
Magda, Paulina, Kasia, Mateusz, Bartek i Wadim do schroniska dotarli po działaniach na Słowacji, gdzie zwiedzili ‘przyjemny wąwóz’ i weszli na Osobitą pokonując trudności kosówkowe za K1+, gratulacje! Continue reading „Integracja w Dolinie Chochołowskiej 2018 – podsumowanie”

admin | 24 kwietnia 2018 sakwa tatry wspinanie zima

Sezon zimowy 2017/18 w Tatrach

               

                Wiosna zawitała na dobre. Tabuny turystów zalewają już Tatry w poszukiwaniu krokusów, a dziabki i raki odchodzą w kąt na rzecz woreczka z magnezją i baletek. Jest to dobry moment, aby podsumować nasz sezon zimowy w Tatrach. Continue reading „Sezon zimowy 2017/18 w Tatrach”

admin | 9 lipca 2017 la jura jura LaJuraJura ljj łumalaje łutowiec

LaJuraJura 2017 – podsumowanie

Minął już miesiąc od czwartej edycji sakwowej imprezy wspinaczkowej – LaJuraJura 2017. Kiedy emocje opadły, opalenizna się utrwaliła, głowy przestały boleć, a zadrapania od krzaków po przejściu „Le Parchour” się zabliźniły – przyszła pora na wielkie podsumowanie.

Jak co roku, La Jura Jura znów przywitała uczestników wieloma atrakcjami, była okazją do wzięcia udziału w konkursach, świetnie zorganizowanej grze terenowej, a także do podciągnięcia swoich umiejętności wspinaczkowych i poznania technik obycia z liną. Niestety nie wszystkie wydarzenia ujęte w planie udało się zrealizować, jednak te, które się odbyły, na pewno nie zawiodły niczyich oczekiwań, a być może nawet je przerosły.

Dzięki współpracy z naszymi przyjaciółmi, udało się nieopodal szkoły postawić scenę, na której w piątek nastąpiło oficjalne otwarcie zgrupowania. Zaraz potem mogliśmy wysłuchać wciągającej prelekcji Kacpra Tekielego, podczas której opowiedział o początkach swojej wspinaczkowej drogi życia i przygodach, które go na niej dotąd spotkały. To wystąpienie nadało właściwy – wspinaczkowy charakter i odpowiedni klimat całej imprezie.

Po wystąpieniu Kacpra rozpoczęła się długo wyczekiwana impreza. W tym roku bawiliśmy się przy muzyce tak znakomitych zespołów jak The Flatmind czy The Chachors. Tańcom, śpiewom i śmiechom kres położył dopiero poranek. Przynajmniej do kolejnego – sobotniego wieczoru.

Sobota, szczególny i główny dzień wydarzeń LaJury, przywitała nas piękną pogodą, co pozwoliło na zaatakowanie Łutowieckich i Mirowskich skał, ale także na skuteczne rozwieszenie stumetrowego zjazdu tyrolskiego, z którego (często niejednokrotnie) skorzystało wielu uczestników. W międzyczasie, pod nadzorem doświadczonych kolegów i koleżanek, można było postawić pierwsze kroki na rozwieszonych taśmach slackline, a także zrelaksować się w jurcie, oddając swoje strudzone mięśnie w ręce masażystów działających pod szyldem „allbo”.

Zjazd tyrolski – fot. Anna Serwata
Masaż w jurcie – fot. Anna Serwata

Również w sobotę odbyły się warsztaty technik linowych prowadzonych przez naszego sakwowego instruktora PZA – Kubę Kokowskiego. Karolina Ośka i Mateusz Kądziołka pomagali także początkującym wspinaczom stawiać pierwsze kroki w skałach oraz jako doświadczeni łojanci, służyli swoją radą tym, którzy już wcześniej dotykali skały.

Techniki linowe – fot. Dominik Polak
Wspinanie dla początkujących – fot. Karolina Ośka

W ciągu dnia można też było spróbować swoich sił w Turnieju Dzika, walcząc z grawitacją i morderczo silnymi konkurentami, albo (co było nowym pomysłem) dać upust swojej wyobraźni i wziąć udział w konkursie wspinania artystycznego.

Gwoździem programu całej La Jury Jury była oczywiście Gra Terenowa, utrzymana w klimacie Dzikiego Zachodu. Uczestnicy zdobywali punkty za barwne i pomysłowe przebrania, zagadki i zadania rozwiązywane podczas gry oraz czas, w którym je wykonali. Po uśmiechach na twarzach wszystkich biorących udział można zauważyć, jak świetna była to zabawa.

Wódz Tęga Pała – obóz Indian – fot. Anna Serwata
Obóz Bandytów – fot. Anna Serwata

Sobotni wieczór spędziliśmy przy ognisku przy szkole i bawiąc się przy muzyce granej ze sceny przez profesjonalnego DJa.

W niedzielny świt wyruszyła grupa oblężnicza w celu zdobycia wieży zamku w Mirowie. Na szczyt udało się dotrzeć tylko jednemu uczestnikowi wyprawy, jednak flaga SAKWy, choć na moment, zawitała na kamiennej baszcie.

Przekroczenie granicy miasta – fot. Grzegorz Jakubiec
Ciężki powrót z oblężenia Mirowa – fot. Grzegorz Jakubiec

Atrakcjom, emocjom i zabawie nie było końca, co trudno opisać słowami. Na szczęście przez cały czas trwania imprezy towarzyszył nam Paweł Gązwa (MineTV), który czujnym okiem filmowca uchwycił wiele wspaniałych momentów. Jego świetne ujęcia i montaż można podziwiać tutaj:

https://vimeo.com/224767675

                Na koniec – wielkie podziękowania. Szczególne wyrazy wdzięczności należą się z pewnością Kacprowi Tekielemu za wspaniałą prelekcję; The Flatmind, The Chachors i DJowi za ubarwienie wieczoru swoją muzyką i pozytywną energią; Pawłowi Gązwie za świetny materiał filmowy; Panu Darkowi i całej ekipie szkoły w Łutowcu, za użyczenie miejsca i pyszne obiady; Wadimowi Jabłońskiemu i Marcinowi Gromczakiewiczowi, którzy włożyli bardzo wiele pracy przede wszystkim w Grę Terenową, ale także w całą organizację imprezy; Kubie Kokowskiemu, Karolinie Ośce, Mateuszowi Kądziołce za pomoc, porady i wsparcie dla tych rządnych zdobywania wiedzy i umiejętności; Kubie Sekulskiemu za rozłożenie i pilnowanie tyrolki; Agacie Wawrzyniak i Ani Serwacie za akredytację i wszystko, co wymagało pilnej interwencji kogoś ogarniętego; wszystkim akredytantom, rozkładającym scenę i pomagającym przy wszystkich pracach organizacyjnych oraz sprzątającym po imprezie których było tak wielu, że nie sposób ich tutaj wymienić.

Równie wielkie podziękowania należą się naszym sponsorom, patronom i partnerom: uczelni AGH, MINE TV, sklepowi E-pamir, markom Grimpi, Takie Trampki, fundacji Nasze Skały, masażystom z allbo oraz biurze podróży Topo Travel.

Impreza z roku na rok przyciąga coraz więcej uczestników. W tym roku było nas już ponad 130! Mamy nadzieję, że na kolejnej edycji spotkamy się w tym samym, a nawet większym składzie!

agh_znk_wbr_rgbTopo TraveltakietrampkiGrimpisponsorzyminetvlogo

admin | 4 kwietnia 2017

Konkurs na 20-lecie SAKWY

Rok 2017 to dla nas czas szczególny. SAKWA obchodzi w tym roku swoje okrągłe 20. urodziny!
W związku z tym zapraszamy naszych członków do zabawy i konkursu.
Aby uczcić tę wspaniałą rocznicę, chcemy, aby nasz klub mógł się pochwalić zdobyciem w tym roku 20 najwyższych szczytów Tatr. Każdy ze szczytów musi być zdobyty od początku tego roku kalendarzowego do listopada,
a jego zdobycie powinno być udokumentowane zdjęciem z flagą naszego klubu.
Zbierajcie więc ekipy, bierzcie flagi, aparaty i ruszajcie zdobywać kolejne szczyty!

Ponadto ogłaszamy konkurs na ZREALIZOWANE w 2017 roku pomysły, które nagrodzimy w trzech kategoriach: najambitniejszy, najoryginalniejszy oraz pomysł, z którego powstanie najlepszy materiał zdjęciowy (lub filmowy).
Aby wziąć udział w konkursie po prostu wymyślcie i wykonajcie swój projekt, a następnie zgłoście
wykonanie zadania i kategorię, w do której projekt ma być zaliczony komuś z zarządu SAKWy.
Jedynymi warunkami, które trzeba uwzględnić przy swojej kandydaturze do konkursu jest silny związek pomysłu z liczbą 20 oraz oczywiście z górami. Czas na zgłoszenie swoich dokonań macie do końca października.

Podsumowując:
Konkurs: 3 kategorie (ambitność, oryginalność, relacja multimedialna z projektu), 3 nagrody do zgarnięcia (dla osoby lub zespołu (max. 4 osoby)). Rozstrzygnięcie konkursu na imprezie z okazji 20-lecia SAKWy w listopadzie!

20 najwyższych szczytów Tatr do zdobycia w tym roku:
Gierlach 2663
Łomnica 2634
Lodowy Szczyt 2627
Durny Szczyt 2623
Wysoka 2560
Kieżmarski Szczyt 2558
Kończysta 2538
Baranie Rogi 2526
Rysy 2503
Krywań 2494
Staroleśny Szczyt 2476
Ganek 2462
Sławkowski Szczyt 2453
Pośrednia Grań 2440
Mięguszowiecki Szczyt 2438
Szatan 2434
Hruby Wierch 2431
Jaworowy Szczyt 2424
Kołowy Szczyt 2418
Wielkie Solisko 2414

Powodzenia!

P.S. Z naszych informacji wynika, że Gierlach, Wysoka, Ganek i Pośrednia Grań są już w tym roku „odhaczone”

admin | 22 listopada 2016 Boże Narodzenie Wigilia

Wigilia Sakwowa 2016!

Zapraszamy serdecznie na wspólne świętowanie bożonarodzeniowej Wigilii w SAKWie! Jak co roku, planujemy świetną wspólną zabawę, tańce, śpiewy, a dla chętnych prezenty i barszczyk z uszkami czy pierogi. Zabierzcie ze sobą opłatek, żebyśmy mogli tradycyjnie pożyczyć sobie jak najlepszych przejść i bezkontuzyjności! 😉

Udekorujmy ten szczególny dzień odświętnym, wieczorowym strojem!

Zapisy na mikołajkowe prezenty w poniższym formularzu. Zasady dokładnie takie, jak w zeszłym roku, tj. wylosujemy dla każdego chętnego osobę, której sprawi prezent za ok. 20 zł, dla urozmaicenia – inny niż alkohol!
https://goo.gl/forms/LXr5ri4VlOuBEoZj2

Jedzenie, typu wspomniany barszcz, pierogi, chipsy, a także napoje bezalkoholowe oferujemy my, pod warunkiem, że wypełnicie wspomnianą ankietę.
Mile widziane również wszelkie domowego wyrobu, jak i sklepowe smakołyki, wypieki czy potrawy!

W tym roku nasza Wigilia obędzie się 15 grudnia 2016 roku, jak zwykle w siedzibie AKŻ-u przy ul. Reymonta 21a.

Mile widziani wszyscy członkowie i sympatycy SAKWy!
Do zobaczenia!

admin | 25 października 2016 polski związek alpinizmu pza

SAKWA W PZA | jak dołączyć

pzaJak już zapewne wiecie, zgodnie z decyzją zarządu PZA z dnia 18.10.2016 po wielu miesiącach wypełniania papierków i kilkunastu wizytach w urzędach SAKWA dołącza do Polskiego Związku Alpinizmu! Wiąże się z tym kilka zmian w funkcjonowaniu naszego klubu. Prosimy o uważne przeczytanie szczególnie informacji związanej z legitymacjami, nawet jeżeli nie planujesz być członkiem zrzeszonym w PZA.

Członkostwo w Polskim Związku Alpinizmu

  • Wprowadzamy 2 rodzaje członkostwa:
    • „Członek Kandydat”
    • „Członek Zwyczajny”
  • Każdy z dotychczasowych członków SAKWY, który opłacił składkę w wysokości 30 zł jest automatycznie Członkiem Kandydatem
  • Aby stać się Członkiem Zwyczajnym, zrzeszonym w PZA należy mieć status członka kandydata i opłacone składki na następny rok, jeżeli aktualnie jest 4 kwartał roku (jeżeli dołączacie w kwartałach 1-3 wystarczy składka opłacona na bieżący rok). Przede wszystkim jednak należy uzupełnić wykaz przejść:
    • o co najmniej 14 przejść sportowych dróg skałkowych, poprowadzonych z dolną asekuracją w stylu co najmniej RP, w stopniu trudności co najmniej V
    • możliwe jest również zastąpienie przejść skalnych, przejściami z zakresu turystyki zimowej. Wtedy też jedno przejście turystyczne zastępuje 2 przejścia skalne, przy czym w wykazie muszą znaleźć się co najmniej 4 drogi sportowe. Dla przykładu 5 przejść turystycznych i 4 sportowe spełni wymogi aplikacyjne.
    • bądź załączyć w formularzu opisanym w następnym punkcie zaświadczenie o ukończeniu kursu skałkowego ze skierowaniem na kurs taternicki. Wtedy nie musicie wprowadzać waszych przejść w wykaz, ale będzie nam bardzo miło, jak pochwalicie się nimi na SAKWie. 🙂
  • Następnie należy złożyć wniosek w elektronicznym formularzu aplikacyjnym, dzięki któremu Zarząd będzie wiedział, że staracie się o członkostwo zwyczajne. Następnie Wasz wniosek zostanie rozpatrzony (jeżeli tylko spełniliście wymogi opisane wyżej, nie macie się czego bać ;), a o jego pozytywnym, bądź negatywnym rozpatrzeniu zostaniecie poinformowani drogą mailową.
  • Jeżeli otrzymacie informację o pozytywnym rozpatrzeniu wniosku, przelewacie 20 zł na konto sakwy w tytule przelewu podając CZŁONKOSTWO ROZSZERZONE – IMIĘ I NAZWISKO. Po zaksięgowaniu przelewu (może nam to zająć kilka dni) na waszym profilu na stronie pojawi się informacja, że jesteście zrzeszeni w PZA!
  • Nie ma możliwości dołączyć do SAKWy przelewając 50 zł i od razu stając się członkiem zwyczajnym. Musicie przejść przez powyższy proces. 🙂 Poza tym informacja do „osób z zewnątrz” – SAKWA nigdy nie była i nigdy nie będzie klubem internetowym. Nie wysyłamy legitymacji pocztą, nie akceptujemy sytuacji, kiedy ktoś nie będąc członkiem naszej społeczności będzie chciał korzystać z jej przywilejów. Zapraszamy na spotkanie. 🙂

Legitymacje

Aby otrzymać nową legitymację należy w panelu Edytuj profil zaktualizować nasze dane i wgrać zdjęcie do legitymacji. W przeciwieństwie do zdjęcia profilowego na SAKWIe, nie będzie ono widoczne publicznie. Przy okazji zwracamy również uwagę na sprawdzenie aktualności danych w profilu, oraz na możliwość zadeklarowania jakimi sekcjami jesteśmy zainteresowani. Dzięki temu opiekun danej sekcji będzie Was widział w systemie i będzie w stanie lepiej się z Wami skontaktować, bądź pomóc Wam w nurtujących sprawach. OSOBY, KTÓRE NIE WGRAJĄ ZDJĘCIA, NIE OTRZYMAJĄ LEGITYMACJI. Na zaktualizowanie profilu macie czas do 7.11.2016. Po tym czasie oddajemy legitymacje do druku. Nowi członkowie, którzy dołączą do SAKWy po tym czasie, mogą zostać poproszeni o przelanie dodatkowej kwoty za wydanie legitymacji klubowej.

 

(UWAGA – zaprezentowane poniżej wzory legitymacji nie są wersją ostateczną i pewne ich elementy ulegną zmianie)

Członkowie kandydaci otrzymają poniższą legitymację. NIE UPRAWNIA ONA DO PROWADZENIA DZIAŁALNOŚCI WSPINACZKOWEJ W GÓRACH, o czym w widoczny sposób informuje napis „Not a member of UIAA/Nie jest członkiem UIAA”. UWAGA – poruszając się np. zimą w Tatrach Słowackich powyżej schronisk, w razie wylegitymowania, może zostać nałożony na posiadacza takiej legitymacji mandat. Ta legitymacja nie uprawnia również do zniżek na Taborze i innych obiektach PZA. Na jej podstawie natomiast możecie uzyskać zniżki na obiektach i w sklepach współpracujących z SAKWą, możliwość wypożyczania sprzętu klubowego, dofinansowania do wyjazdów klubowych (tylko studenci AGH), oraz zniżki na szkolenia organizowane przez klub. Jest ona również podstawą do uczestnictwa w niektórych wydarzeniach organizowanych przez SAKWę.

legit2p legit2t

Członkowie zwyczajni otrzymają poniższą legitymację. Uprania ona do prowadzenia legalnej działalności wspinaczkowej w górach świata, stanowi podstawę do zniżek na Taborze, w Betlejemce i wielu schroniskach, gdzie honoruje się zniżki klubów wysokogórskich zrzeszonych w UIAA. Oprócz tego wraz z nią funkcjonują inne przywileje, ważne dla członka kandydata.

legit1p legit1t

admin | 22 października 2016 ciechański czech kokowski ośka piosenka szulc

Biały maglajz, szara skała – piosenka klubowa

Biały maglajz, szara skała

Autorzy: Karo Ośka, Michał Czech, Kuba Kokowski, Wojtek Szulc, Kuba Ciechański

Gdy od ziemi się odbiłem, wielki żal ogarnął mnie,    a  C

Łzy po twarzy popłynęły, zrozumiałem wtedy że    G   a

Jestem taki strasznie słaby, trening nie przełożył się,   a  C

Palce same się prostują, niemoc znów ogarnia mnie.   G   a

 

Chciałem zapiąć – lecz nie mogłem, chciałem dogiąć – brakło sił,

Ręce moje takie słabe, przadramiona pali mi.

Chciałem robić wszystko sajtem, harde RP wyszło mi,

Chciałem znowu być najlepszy, ale słabość mam we krwi!

 

Ref.

Biały maglajz,  szara skała,   a

Opętani rankingami,  C

Myślą swą szukają cyfry,   G

Którą wiążą z szemrankami!   a

 

Tak jak Niedźwiedź na Tytanach, patentuję całe dnie,

Ciągle spadam, biorę bloki, asekurant wkurwia mnie.

Gdy nadejdzie chwila błoga, kiedy w łańcuch wepnę się,

Ryk mój w eter się poniesie, znów lokalsi wnerwią się!

Ref.

 

Jedzie Matiz z łojantami, trudną drogę zrobić chcą,

Nie trafili z patentami, gdyż nie grzeszą mocą swą.

Gdy swe oczy otworzyli, wielki żal ogarnął ich,

Pod okapem zrozumieli, nie załoi żaden znich!

Ref.

Młodsza siostra zapytała, mamo gdzie braciszek mój?

Brat twój w wielkiej ścianie wisi, patentuje wyciąg swój!

Ref.

Wtem od ściany ktoś odpada i zaczyna lecieć w dół

Stanowisko obciążając  kostkę łamie swą na pół.

Lecz nadejdzie chwila taka, gdy sie wspinać bedzie mógł

O kontuzji swej zapomni, a do głowy przyjda znów:
Biały maglajz, szara skała…
admin |

Chwalmy się!

Chwalmy się!

Zrobiłeś coś niekiepskiego? Padła kolejna cyfra, albo przeżyłeś fantastyczną przygodę? Chcesz podzielić się swoim dniem na forum? Śmiało!

Napisz artykuł  i nie zawahaj się go wysłać do nas.

Nie chcesz pisać, ale lubisz fotografować?  Załóż swoją małą galerię na naszej stronie.

Nie boisz się wystąpień publicznych? A może wręcz przeciwnie?  Dajemy szanse potrenowania mówienia do mikrofonu!

Nie musisz mieć wielkich osiągów, wystarczy zapał i chęć do dzielenia się nim z ludźmi!

Co oferujemy?

  • sławę, chwałę i uścisk dłoni zarządu
  • znak jakości SAKWA pod napisanym artykułem / opublikowaną galerią
  • sale pełną ludzi wiecznie głodnych opowieści o przygodach, ale i wyrozumiałą widownię
  • dobrej jakości sprzęt nagłaśniający
  • afterparty po wystąpieniu

Wymogi techniczne prezentacji: max 90 min

Jeżeli masz więcej pytań, albo gotowy artykuł pisz na: kontakt@sakwa.agh.edu.pl

14799821_10207632765437920_157910050_o_fotor dsc_5553

 

 

admin | 7 września 2016

Grań Moka

Przydarzył mi się wyjazd na nieco przedłużony weekend do MOKa. W obliczu odwołanego wyjazdu w Dolomity i akurat trwającego Zgrupowania Taternickiego SAKWY stwierdziłem, że na brak partnerów wspinaczkowych i pogody narzekać nie będę mógł. Z różnych powodów pierwsze dwa dni spędziłem na Mnichu,  robiąc po jednej drodze dziennie, nareszcie podnosząc swoje życiowe cyferki (najlepsza droga w Tatrach, najlepsza „na własnej” i takie tam). Nie, żeby nie było to fajne – lajtowe wspinanie z przyjaciółmi, dobra pogoda, lita skała… Ostatecznie jednak trzeba przerwać sielankę i zrobić coś… „w Tatrach”! Niestety, informacje od Kuby i Karoliny z Kazalnicy wskazują, że raczej będzie tam mokro i nie ma co się pchać. Wraz z dojazdem na tabor Michała, otwiera się trochę nowych opcji.

Michał przyjechał zrobić coś na Zerwie, albo dać się namówić Karolinie na jakieś ekstremy na Mnichu, albo… przebiec solo grań MOKA. O Grani od kilku dni mówi zresztą też Łukasz. Ja sam rozmawiałem o tym celu z Michałem Gabzdylem jakiś tydzień wcześniej schodząc z Galerii Gankowej… Innymi słowy – szybko podłapuję temat i ostro próbuję Michała namówić. Wódka się leje, ludzie się przekrzykują, ilość kombinacji” kto z kim i gdzie” ciągle rośnie. Ostatecznie Michał decyduje się z Kokosem na Kazalnicę, a ja… dobieram szpej z Wadimem. Po cichu „wykolegowujemy” Łukasza z wycieczki… Parę minut po północy wszystko mamy gotowe i idziemy spać.

Pobudka niecałe 4h później nie jest łatwa. Czuć jeszcze trudy imprezy, kubek najpierw kawy, a potem herbaty nie pomaga. Dopiero  po wypiciu miski (!) wody z izotonikiem zaczynam odzyskiwać przytomność 🙂 W pierwszych promieniach słońca zaczynamy podchodzić pod Czarny Staw. Odbijając ze szlaku w lewo w stronę Owczej Przełęczy „podziwiamy” turystów śpiących pod… folią malarską 🙂 Przedzierając się przez kosówki i pionowe trawniki (trzymają!) osiągamy przełęcz o zaskakującej dla nas samych porze.We właściwą drogę ruszamy o 7:15.

 

Pomimo tego, że na początku jest łatwo – od razu ubieramy na siebie uprzęże i sprzęt. Chwilę później, jak teren się utrudni tylko wyciągniemy z plecaka parę metrów liny którymi się zwiążemy. Ku naszemu zdziwieniu, razem z trudnością pojawiają się spity: „Metallica jakaś czy co?!” Trójkowy na oko trawers z Doliną Żabią Białczańską pod nogami, po płytach, w butach podejściowych jest conajmniej… zajmujący. Mój rozpęd „wyhamowuje” uskok ze stanowiskiem zjazdowym. Przez chwilę kombinuję, czyby się nie zewspinać, ale wolę pokazać teren Wadimowi. Wspólnie decydujemy zjechać, zwłaszcza że wygląda na to, że 12m liny między nami wystarczy (nie trzeba wyciągać więcej z plecaka). Wadim zjeżdża pierwszy i… zaczyna się histerycznie śmiać. „Tu się można nieźle oszukać!” – taki wniosek wyciągamy z okapiku który podcina głaz, tworząc sporą przewieszkę.

 

 

Poniżej zjazdu teren znów prowadzi pod górę, choć trudności przedstawia raczej „żwirowe”. Chowamy linę do plecaka i naginamy „jak puszcza”. Oczywiście powoduje to, że ominiemy kilka obiektów w Grani, w tym Żabie i Kopę Spadową. Gdzieś w okolicy Kopy znów wyciągamy linę z plecaka, bo wydaje się że będzie potrzebna. Znajdujemy jednak obejście półkami (pod ścianą Kopy, od strony Moka) i głównie drżymy, żeby w parchatym żlebie nie zrzucić kamienia i nie uciąć pożyczonej liny. Po raz setny już przechodzę na stronę słowacką, robię delikatny trawers i kominkiem do góry. Czuję, że jest blisko szczytu, nie wiem tylko… którego dokładnie! Kominek rusza się dosłownie cały, jedyną litą ryskę wykorzystuję na iluzoryczną protekcję. Po chwili stoję w słońcu na szczycie. Rzut oka dookoła – „w kierunku jazdy” mam przed sobą jedną przełęcz i tłum ludzi na szczycie. Wątpliwości się rozwiewają – stoimy na Niżnych Rysach. Minęło 2h40min od startu z Przełęczy.

 

Oczywistym jest, że na Rysach nie zatrzymamy się nawet na minutę, dlatego też już teraz robimy 30min przystanek – kabanosy, czekolada, picie itd. Podziwiamy widoki, bo jednak panorama od Łomnicy, przez Gerlach, Galerię Gankową aż po Mięgusze musi robić wrażenie. Nie bez powodu zresztą wymieniam tylko te szczyty. Generalnie drogę robimy OSem – z obiektów tej Grani, Wadim był w życiu na Rysach, ja jeszcze – na Przełęczy Pod Chłopkiem. Z opisu/topo – mamy tylko pożyczony od Michała fragment Cywińskiego „jak trafić na Owczą” (bo pozostałe elementy Grani Michał zna…) Topografia absolutnie nie jest naszą mocną stroną. Do tego stopnia, że gdzieś po drodze przez chwilę zastanawialiśmy się, dlaczego Hińczowa Przełęcz i Hińczowa Turnia nie są po tej samej stronie masywu Mięguszy?!

Schodząc z Niżnych Rysów odkrywamy delikatnie pod szczytem, po słowackiej stronie piękny hotel – kolebę, w której nawet jest stara karimata 🙂 Dobrze wiedzieć, na wypadek jakiejś draki po wspinaniu na Spadowej albo Niżnych Rysach (zwłaszcza w zimie…) Przez Rysy przebiegamy, oczywiście wzbudzając conajmniej zainteresowanie turystów. Dopiero za moją namową Wadim odbija do szczytu, jednak z racji czarnych tłumów nawet nie próbujemy docierać do krzyża. Nie odklepawszy piku zaczynamy radośnie zbiegać granią w stronę Żabiego Konia. Za sobą słyszymy delikatne zdziwienie i konsternację naszym tempem 🙂 Sprawny marsz w dużej ekspozycji, przechodzący w podbiegi lub zewspinywanie się w dół sprawia nam wielką przyjemność. Do uskoku przed Żabim Koniem docieramy dokładnie w momencie, kiedy zespół startujący w drogę chce ściągnąć linę ze stanowiska zjazdowego. Wadim uprasza ich najpierw o to, żebyśmy mogli zjechać po ich linie, a potem – wyprzedzić. Dzięki temu oszczędzamy jedno klarowanie liny, ale wprowadzamy do stylu działania elementy kateringu 🙂

Przez grań Żabiego Konia przejeżdżamy jak czołg. Związani krótkim odcinkiem liny robimy wszystko na lotnej, wymijając jeszcze jeden zespół i doganiając na piku kolejny. Jest dokładnie godzina 12:00. Faktycznie, miejsce jest piękne i absolutnie warte swojej legendy. Wypraszam od Słowaków łyka wody i zanim koledzy ze startu drogi skończą pierwszy wyciąg – już rozpoczynamy zjazdy z tasiemek. Jak się okazuje, liny wystarcza na styk. Z tego miejsca – podziękowania dla Karo za posiadanie i wypożyczenie żyły 80m! Podobno mając krótszą linę da się też zjechać – robi się to bardziej do prawej (orograficznie) no i korzysta się z łańcucha a nie tasiemek.

 

Przez chwilę zastanawiamy się jak podejść na ŻTM – teren ściśle granią nie rokuje na poniżej IV. Trawersujemy w lewo i pakujemy się do kominka, o którym Michał zawsze wyraża się słowami „można obsrać zbroję”. My jakoś tego nie zauważamy – liczymy tylko, że za kominkiem teren nas puści. Już po raz któryś dzisiaj, po wyjściu za winkiel ukazują się nam pastwiska którymi można popylać. Idziemy po stronie słowackiej. Początkowo napieram w stronę grani, ale Wadim odciąga mnie do lewej, więc „jakoś tak” na Żabią Turnię Mięguszowiecką ostatecznie nie wchodzimy. Systemem półek docieram do miejsca, gdzie wspina się słowacki zespół. Krótka rozmowa i uświadamiam  sobie, że jesteśmy pod szczytem Wołowej Turni. Jeszcze tylko pytanie o trudności nad nami – napotkany Słowak mówi że II-III. Nasza reakcja pt „eeee to luz, to lecimy, cześć!” (oczywiście na żywca) znów wywołuje konsternację 🙂

Za Wołową Turnią naprawdę zaczyna nas łapać kryzys. Jestem głodny, chce mi się pić, coraz bardziej powłóczę nogami. Bezwstydnie zbaczamy z grani na stronę południową, żeby łapać łatwiejszy teren. Obiecujemy sobie „obiad na MSC”, tylko że… ten MSC jakoś nie chce się zbliżać. W którymś momencie zastanawiamy się, „czy na tego żandarma mamy wchodzić” i „przecież nie będziemy zaliczali wszystkich pipantów w grani!”. Na szczęście zwycięża poczucie przyzwoitości i Hińczową Turnię jednak zdobywamy 🙂

Przystanek na Czarnym Mięguszu przyjmujemy  z prawdziwą ulgą. Jest ok godziny 1400. Planując wycieczkę, o 14 mieliśmy mieć checkpoint na Przełęczy Pod Chłopkiem, więc jesteśmy trochę w plecy. Ale zmęczenie ostatniego odcinka naprawdę spowodowało, że traciliśmy czas. Decydujemy się zjeść większość zapasów, żeby mniej nosić i trochę podnieść poziom energii. Napotkany taternik częstuje nas kolejnym łykiem wody. Na koniec Wadim wyciąga cukierki miętowe, które okazują się świetnym patentem – przynajmniej przez chwilę uczucie pragnienia jest trochę mniejsze. Przed Przełęczą pod Chłopkiem znów olewamy zjazd i się zewspinujemy.

Grzejąc w stronę Pośredniego Mięgusza nachodzi mnie refleksja sprzed 4 lat. Jak to człowiek się rozwija…

Stoję na grani, związany liną, przelot z taśmy zarzucony na turnię obok. Żeby się przedrzeć, trzeba złapać turni przed sobą, zrobić krok nad przepaścią ziejącą naraz z Polski i Słowacji i się przewinąć. Dzień wcześniej zrobiliśmy z kolegą Orłowskiego na Mnichu w jakieś 5h. Stanowisko jakieś słabe, mocno kierunkowe i w ogóle to wieje wiatr… Wycofujemy się! Przelotu nie obciążyłem więc OS wciąż może kiedyś zaliczę, co nie?! 🙂

Dziś nie dość, że nie jestem związany liną, nie dość że nie mam baletek, to jeszcze przebiegając w tym samym miejscu rozmawiam z jakąś dziewczyną o wyższości turystyki nad wspinaniem w obliczu skręconej kostki 🙂 Za Pośrednim Mięguszem z kolei spotykamy Piotra Xięskiego z partnerem. Piotr pyta Wadima kiedy wpłynie sprawozdanie z Kaukazu… Jak to w zwyczaju, Z Igły Milówki nie zjeżdżamy tylko się zewspinujemy. Partner Piotra blednie, kiedy na pytanie „czy nie macie liny” słyszy lekceważące „mamy, ale nie chce nam się wyciągać bo zjazdy zajmują czas”. Kilka ruchów w dół po małych krawądkach, w „adidasach”, po całym dniu wycieczki i – jednak – w ogromnej ekspozycji podgrzewa atmosferę na tyle, że się opamiętujemy i na Mięguszowiecką Przełęcz Wyżnią zakładamy zjazd. Wypijamy napój energetyczny (jak się okazuje – kofeina pomaga zwalczyć resztki kryzysu spod MSC).  Potem szybko i znów na lotnej przechodzę Komin Martina (w adidasach wydaje się naprawdę trudne i przelotów natkałem niemało!). Stojąc „na żwirze” patrzymy sobie z Wadimem w oczy i znaczącym tonem wypowiadamy tylko pewne brzydkie słowo… Spoglądamy na grań od MSP i jeszcze raz powtarzamy głośno i wyraźnie – „Pałka była przegięta!”. Nie odważyliśmy się rozwiązać niemalże do Hińczowej Przełęczy 🙂

 

 

Do „Ministerstwa” liczyliśmy się dostać jakoś po 1600. Meldujemy się 10minut wcześniej (1550) i wlewa to w nasze głowy realną nadzieję na ukończenie wycieczki. W ramach wytłumaczenia turystom tego, co robimy wyciągam palec w kierunku północno-wschodnim: „idziemy granią od tamtąd”. Otrzymujemy od nich kubek herbaty. Nasze miny musiały być naprawdę nietęgie, bo widząc je, Kolega bez pytania nalewa nam drugi kubek! 🙂 Był to jednak ostatni przejaw kateringu na naszej trasie.

Legendy o zejściu z Mięgusza nie dają nam spokoju. Z tego powodu wybieramy obejścia (zamiast ostrza grani),  nie rozwiązujemy się z liny i co chwila robimy zdjęcia, żeby przed zimą mieć dokumentację zejścia. Z bliżej niezrozumiałego powodu, we właściwym miejscu zjazdu NIE zakładamy i zamiast tego rzeźbimy III-IV ścianki w adidasach, w dół, związani liną ale jakoś tak… bez przelotów. Mijamy „półkę ze świeżym obrywem” i już po chwili podziwiamy widok „Hińczowej Wprost” i Morskiego Oka prosto pod nami. Wykorzystujemy jednak ten moment tylko na to, żeby się rozwiązać i gnać dalej. Nareszcie znów przez chwilę możemy się poruszać granią i do zbaczania zmusza nas dopiero uskok nad Przełęczą pod Zadnim Mnichem. Tutaj, nauczeni doświadczeniem przez chwilę szukamy zjazdu. Znajdujemy tylko jeden stary hak, z którego zjechać się nie ważymy. Przez chwilę namawiam Wadima na Zadniego Mnicha, ten jednak przekonuje mnie, że zrobienie tej grani w 10h będzie o wiele fajniejszym wyczynem… Szybciutko przechodzimy grań Ciemnosmreczyńskiej Turni, słysząc… ludzi na Mnichu (którzy komentowali naszą obecność. Magia!)

Tuż przed Przełęczą nad Wrotami zaliczamy kolejny zjazd (nie, nie odważyliśmy się zewspinywać). Skończywszy zjazd wrzucamy do plecaka linę w postaci makaronu („przecież już nie będzie potrzebna!”). Nastrój finiszu udziela się już na całego i ostatnie metry grani przebiegamy. Jakież jest nasze zdziwienie, gdy tuż przed Wrotami Chałubińskiego… napotykamy zjazd! Wyciągamy i klarujemy linę, która oczywiście schłamiona jest na maksa. Gdyby którykolwiek z nas, kiedykolwiek był na Wrotach Chałubińskiego, pewnie oszczędzilibyśmy ze 2 minuty na tej operacji… Ale OS to OS 🙂 Zjeżdżam jako pierwszy i wołam do Wadima, żeby się wypiął i biegł odklepać czas przy słupku geodezyjnym.

jest godzina 18:22. Zrobiliśmy Grań w 11h8minut.

Schodzimy zadowoleni i dumni z siebie, z lekkim niedowierzaniem przeżywając Przygodę jeszcze raz. W szale bitewnym konkludujemy, że zrobiliśmy drogę w czasie minimalnie ponad 10h, tyle też wpisujemy do książki. Nie dociera do nas, że tych godzin było jednak 11!! 🙂  Dochodząc do rozejścia szlaku na Szpiglas patrzę w prawo na Grań i… wybucham histerycznym śmiechem. Co-za-hektar-drogi!  W schronisku kupujemy zimne piwo, które wypijamy patrząc na całą Grań i czołówki które właśnie zapalają się w różnych miejscach MOKA, w tym – w ścianie MSW… Ależ fajnie było wrócić za jasności.

 

 

Fakty

3.09.2016. Grań Morskiego Oka, od Owczej Przełęczy do Wrót Chałubińskiego;  z pominięciem  Żabich Czub, Kopy Spadowej, Rysów (tłumy na samym szczycie… :)) oraz ŻTM. Czas 11h8minut. Wadim Jabłoński  i Wojtek Anzel

Sprzęt:

5 friendów (BD niebieski  – zółty), 5-6 kości offsetowych, 8 ekspresów górskich, parę taśm, lina 80m (przydatna w zjazdach z Żabiego Konia, choć jak zjechać z łańcucha to podobno wystarczy 60m); baletek brak, wody po 2L.

Pomoc z zewnątrz: 1x zjazd na cudzej linie, po 3 łyki wody 🙂

Od początku grudnia ubiegłego roku do końca kwietnia trwał konkurs ogłoszony z okazji 18 urodzin naszego Klubu.

Dla przypomnienia:

„Zasady są bardzo proste: do końca kwietnia następnego roku zdobywamy w warunkach zimowych wierzchołki tatrzańskie (mogą być także przełęcze, turnie, graniówki bądź inne, ciekawe Waszym zdaniem miejsca i trasy), robimy sobie na nich zdjęcie z flagą Sakwy (jeżeli ta oczywiście jest dla Was dostępna w danym terminie), a następnie dodajemy przejście za pośrednictwem formularza na stronie, wrzucając zdjęcia i dodając opis naszej przygody.”

W konkursie liczyły się przejścia turystyczne. Z uwagi na spore zainteresowanie komisja w składzie: Michał Czech, Kuba Kokowski i Marcin Gromczakiewicz, zdecydowała się również uwzględnić skiturowców. Celem było zachęcenie klubowiczów do poznania polskich i słowackich Tatr. Odzew z Waszej strony był olbrzymi. Ponad sto wpisów kwalifikujących się do konkursu! Komisja czeka jeszcze do niedzieli (29 maja) na wszystkich, którzy zapomnieli dodać do bazy swoje przejścia, a następnie ogłosi zwycięzców i przyzna nagrody.

Dostaliśmy bardzo dużo zdjęć, wszystkie są świetne i warte opublikowania dlatego załączamy „małą” galerię, którą wspólnie stworzyliśmy.